Rodzic publikuje zdjęcia dziecka online - symbol zagrożeń sharentingu i prywatności dzieci w Internecie
Artykuły dla rodziców i nauczycieli

Sharenting: realne zagrożenia

Wersja audio artykułu dostępna na naszym kanale Youtube: Tutaj

Wraz z rozwojem technologii cyfrowych publikowanie wizerunku oraz informacji na temat dzieci w Internecie stało się powszechną praktyką społeczną. Dla wielu rodziców jest to naturalne przedłużenie codziennej komunikacji, sposób dokumentowania życia rodzinnego lub możliwość pokazania się czy pochwalenia przed rodziną i znajomymi sukcesami swojego dziecka.

W odpowiedzi na to zjawisko rosnąca liczba badań wskazuje, że tzw. sharenting wiąże się z szeregiem zagrożeń, które wykraczają daleko poza klasycznie pojmowaną prywatność i w wielu przypadkach ich skala oraz możliwe rezultaty nie są w ogóle rozumiane przez publikujących wizerunek dziecka rodziców.

Termin „sharenting” to neologizm powstały z połączenia angielskich słów share (udostępniać) i parenting (rodzicielstwo). Po raz pierwszy został opisany w 2012 roku na łamach The Wall Street Journal przez Stevena Leckarta, który zwrócił uwagę na rosnące zjawisko nadmiernego dzielenia się treściami dotyczącymi dzieci w mediach społecznościowych.

W Polsce pojęcie zaczęło funkcjonować szerzej około 2015 roku, wraz z rosnącą świadomością problemu wśród ekspertów ds. bezpieczeństwa cyfrowego i psychologów dziecięcych. Co istotne, termin przyjął się w oryginalnej formie językowej, co pokazuje, że opisuje on zjawisko o charakterze globalnym, niezależnym od lokalnych różnic kulturowych.

Nigdy wcześniej w historii ludzie, w tym nawet małe dzieci, nie miały tak dokładnie i tak publicznie udokumentowanego życia. Setki zdjęć, filmów, informacji publikowane są w dobrej wierze, z potrzeby bliskości, dumy, dzielenia się codziennością. A współczesny Internet nie tylko przechowuje dane, ale aktywnie je przetwarza, analizuje i wykorzystuje. W tym kontekście wizerunek dziecka staje się elementem złożonego ekosystemu technologicznego, w którym kontrola nad jego dalszym funkcjonowaniem jest w praktyce ograniczona. Coraz więcej badań pokazuje, że to jedno z najbardziej niedocenianych zjawisk współczesnej cyfrowej kultury dzieciństwa.

Zagrożenia i konsekwencje sharentingu

Według badań dotyczących obecności dzieci w sieci większość z nich ma swój cyfrowy ślad jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia, a w wielu przypadkach jeszcze przed narodzinami. To oznacza, że znaczna część informacji, które mogą mieć znaczenie dla ich bezpieczeństwa w przyszłości, pojawia się w Internecie bez ich wiedzy i zgody. Jakie realne zagrożenia niesie sharenting?

1. Kradzież tożsamości

W powszechnym wyobrażeniu kradzież tożsamości wciąż kojarzy się jedynie z wyciekiem danych z banku lub atakiem hakerskim. W praktyce jednak coraz częściej jej źródłem są zwykłe informacje udostępniane w Internecie, często przez nieświadomych rodziców. Imię, nazwisko, data urodzenia, miejsce zamieszkania, to już wystarczy, żeby zacząć budować czyjś profil.

Eksperci zwracają uwagę, że brakujące elementy można bardzo łatwo uzupełnić na podstawie zdjęć lub wpisów w mediach społecznościowych. Posty wrzucane przez rodziców mogą pomóc w ustaleniu lokalizacji domu lub szkoły, statusu społecznego, stylu życia czy codziennych nawyków dziecka. Według analiz przytaczanych przez instytucje zajmujące się bezpieczeństwem cyfrowym, do skutecznej kradzieży tożsamości często wystarczy dostęp do publicznych danych i odrobina cierpliwości.

W przypadku dzieci problem jest szczególnie poważny. Ich dane pojawiają się w sieci wcześnie, często bez ich wiedzy, a wykorzystanie może nastąpić dopiero po latach, na przykład przy próbie zaciągnięcia kredytu czy podszywania się pod nich w innych celach. To oznacza, że konsekwencje cyfrowej obecności mogą być odroczone w czasie, ale wciąż bardzo realne.

2. Deepfake i manipulacja wizerunkiem

Rozwój technologii deepfake sprawił, że wizerunek przestał być czymś stałym i możliwym do jednoznacznej kontroli. Jeszcze kilka lat temu manipulacja obrazem czy głosem wymagała zaawansowanych narzędzi i specjalistycznej wiedzy. Dziś wystarczy kilkadziesiąt sekund nagrania, aby tak naprawdę każdy człowiek na ziemi mógł stworzyć realistyczną kopię czyjegoś głosu lub wizerunku, a dostępne publicznie zdjęcia pozwalają na generowanie obrazów trudnych do odróżnienia od rzeczywistości. Dużym problemem jest fakt, że jakość treści generowanych przez AI rozwija się znacznie szybciej niż nasze zdolności i narzędzia do ich rozpoznawania. W kontekście wizerunku oznacza to, że zdjęcie przestaje być dowodem, a obecność w sieci można wykorzystać w sposób, który trudno przewidzieć. Zdjęcia dzieci mogą zostać użyte jako materiał do trenowania modeli AI lub jako baza do dalszych manipulacji. W praktyce niestety oznacza to, że każda twarz dziecka może zostać zmanipulowana, wykorzystana i przekształcona w coś, co nigdy nie miało miejsca w rzeczywistości.

A dane są zastraszające.

Raporty organizacji takich jak Europol wskazują, że technologie AI staną się jednym z głównych narzędzi wykorzystywanych w cyberprzestępczości, a skala ich użycia rośnie wykładniczo. Z kolei analizy Sumsub pokazują, że liczba przypadków wykorzystania deepfake’ów w oszustwach wzrosła w ostatnich latach wielokrotnie. Problem przestaje być teoretyczny.

Podobne wnioski pojawiają się w analizach UNICEF, które podkreślają, że dzieci są szczególnie narażone na tego typu nadużycia z kilku powodów. Po pierwsze, nie mają wpływu na to, jakie treści na ich temat trafiają do sieci. Po drugie, ich wizerunek jest często publikowany w sposób powtarzalny i szczegółowy - na przestrzeni lat, w różnych kontekstach, emocjach, sytuacjach. Z perspektywy systemów AI oznacza to bardzo bogaty zbiór danych treningowych. Innymi słowy każde kolejne publikowane zdjęcie zwiększa nie tylko widoczność dziecka w sieci, ale również jakość jego cyfrowego odwzorowania. Im więcej materiałów, tym łatwiej stworzyć realistyczny model twarzy, mimiki czy głosu.

Raporty Internet Watch Foundation z lat 2023/2024 wskazują na gwałtowny wzrost liczby materiałów przedstawiających syntetycznie wygenerowane treści o charakterze nadużyć wobec nieletnich (AI-generated abuse content). Co istotne, w wielu przypadkach nie są to już zdjęcia pozyskane w sposób bezpośredni, ale obrazy stworzone na bazie istniejących fotografii dostępnych w Internecie. To fundamentalna zmiana, bo do tej pory do przestępstwa potrzebny był dostęp do realnego materiału, a teraz wystarczy dostęp do wizerunku, który sam w sobie nie niesienie znamion szkodliwości. Według badań UNICEF, Interpol i ECPAT: co najmniej 1,2 miliona dzieci w 11 krajach zgłosiło, że ich wizerunek został wykorzystany do stworzenia seksualizowanych deepfake’ów w ciągu jednego roku.

Co więcej, badania z obszaru bezpieczeństwa cyfrowego pokazują, że granica między „niewinną” manipulacją a poważnym nadużyciem jest w tym kontekście wyjątkowo cienka. Te same narzędzia, które służą do tworzenia filtrów, animacji czy rozrywki, mogą być wykorzystywane do generowania treści o charakterze przemocowym lub seksualnym.

W tym kontekście sharenting przestaje być wyłącznie kwestią prywatności czy prawa do zarządzania swoim wizerunkiem. Staje się motorem napędowym infrastruktury danych, które w połączeniu z rozwojem sztucznej inteligencji mogą zostać użyte w sposób, którego ani rodzice, ani tym bardziej same dzieci nie są w stanie przewidzieć.

3. Digital kidnapping

Jednym z mniej znanych, ale równie niepokojących zjawisk związanych z sharentingiem jest tzw. digital kidnapping, czyli „cyfrowe porwanie tożsamości dziecka”. Nie chodzi tu o fizyczne porwanie ani klasyczną kradzież danych, lecz o sytuację, w której wizerunek dziecka zostaje przejęty z sieci i użyty do stworzenia fałszywej, alternatywnej narracji jego życia.

W praktyce polega to na tym, że obce osoby pobierają zdjęcia dzieci publikowane przez rodziców w mediach społecznościowych, a następnie tworzą nowe profile, historie, a czasem całe fikcyjne tożsamości. Dziecko staje się bohaterem cudzej narracji jako element emocjonalnej lub społecznej gry prowadzonej w Internecie. Profile te wyglądają wiarygodnie, ponieważ opierają się na realnych zdjęciach i materiałach publikowanych wcześniej przez rodziców.

Badania nad zjawiskami tzw. identity appropriation w środowisku cyfrowym wskazują, że tego typu praktyki funkcjonują na styku różnych motywacji: od potrzeby budowania relacji społecznych w przestrzeni online, przez kompulsywne zachowania związane z autoprezentacją, motywacje finansowe aż po działania o charakterze manipulacyjnym lub przestępczym. W skrajnych przypadkach digital kidnapping może być powiązany z próbami wyłudzeń, budowania fałszywego zaufania lub wykorzystywania emocjonalnych reakcji innych użytkowników.

Z perspektywy psychologicznej istotne jest również to, że digital kidnapping nie musi być zjawiskiem masowym, aby był realnie dotkliwy. Wystarczy pojedynczy przypadek, w którym zdjęcia dziecka zaczynają funkcjonować w obiegu poza jego rodziną, aby utrata kontroli nad wizerunkiem stała się faktem. W odróżnieniu od klasycznej kradzieży danych nie chodzi tu o jednorazowy incydent, lecz o proces, bo wizerunek raz przejęty może być powielany, modyfikowany i reinterpretowany w nieskończoność.

Badania nad fake profiles i identity deception w mediach społecznościowych pokazują, że zjawisko tworzenia fałszywych tożsamości jest już powszechnym elementem ekosystemu platform społecznościowych i obejmuje zarówno boty, jak i konta tworzone przez realnych użytkowników w celu podszywania się pod innych. W przypadku dzieci konsekwencje są szczególnie poważne, ponieważ nie mają one narzędzi, aby rozpoznać ani zareagować na sytuacje, w których ich tożsamość została wykorzystana. Co więcej, raz stworzony cyfrowy obraz może być kopiowany i przetwarzany w nieskończoność, co sprawia, że jego usunięcie z internetu jest w praktyce niemożliwe.

4. Cyberprzemoc

Wśród wszystkich zagrożeń związanych z obecnością dzieci w Internecie cyberprzemoc wydaje się najbardziej „intuicyjna” i jednocześnie najłatwiejsza do wyobrażenia. W przeciwieństwie do zjawisk takich jak deepfake, kradzież tożsamości czy syntetyczna manipulacja wizerunkiem, większość rodziców potrafi stosunkowo łatwo przełożyć ją na realne doświadczenie i wyobrazić sobie, że dziecko może stać się obiektem wyśmiewania, nękania lub hejtu w przestrzeni online.

To właśnie to sprawia, że cyberprzemoc bywa traktowana jako ryzyko bardziej oswojone, choć w praktyce jej mechanizmy są znacznie bardziej złożone niż tradycyjnie rozumiane konflikty rówieśnicze. Badania nad przemocą w środowisku cyfrowym (m.in. raporty UNICEF oraz EU Kids Online) wskazują, że cyberprzemoc charakteryzuje się przede wszystkim trwałością, powtarzalnością oraz brakiem wyraźnego momentu zakończenia. W przeciwieństwie do przemocy offline może trwać ona nieprzerwanie i nie kończy się wraz z wyjściem ze szkoły czy zmianą otoczenia.

W kontekście sharentingu pojawia się jednak dodatkowy, mniej oczywisty wymiar tego zjawiska: tzw. „powracające treści” (persistent content). Oznacza to sytuację, w której materiały opublikowane przez rodziców po latach wracają w obiegu internetowym w zupełnie nowym kontekście. Treści te mogą zostać przekształcone w memy, wyjęte z pierwotnego znaczenia, udostępniane w grupach rówieśniczych lub wykorzystywane jako narzędzie ośmieszania. W praktyce dziecko, które zaczyna funkcjonować w przestrzeni szkolnej lub społecznej, często nie ma żadnej kontroli nad cyfrowym śladem, który powstał na długo przed jego świadomą obecnością online. Istotnym elementem tego zjawiska jest też jego czasowa nieusuwalność. Nawet jeśli rodzic usunie zdjęcie z własnego profilu, nie ma żadnej gwarancji, że nie zostało ono już zapisane, udostępnione dalej lub zarchiwizowane w innych miejscach. W efekcie cyfrowa przeszłość dziecka może funkcjonować równolegle do jego realnej tożsamości.

Badania dotyczące doświadczeń dzieci i młodzieży w Internecie pokazują, że zjawisko cyberprzemocy jest w grupie nieletnich bardzo powszechne. Według raportów NASK („Nastolatki 3.0”) oraz badań EU Kids Online, znaczący odsetek młodych osób deklaruje zetknięcie się z przemocą rówieśniczą w sieci - zarówno w formie bezpośrednich ataków, jak i pośredniego uczestnictwa w sytuacjach, w których treści ośmieszające są udostępniane lub komentowane. W niektórych badaniach nawet kilkadziesiąt procent nastolatków przyznaje, że miało kontakt z takimi sytuacjami, co pokazuje, że nie jest to margines, ale codzienność życia online Cyberprzemoc wśród dzieci i młodzieży jest już zjawiskiem powszechnym i realnie wpływającym na ich codzienne funkcjonowanie. W tym kontekście sharenting staje się dodatkowym czynnikiem, który może to ryzyko wzmacniać. Treści publikowane przez nieświadomych rodziców, mimo dobrych intencji, mogą działać jak cyfrowe paliwo, które podsyca hejt i przemoc oraz może wracać do dziecka w formach, których nikt pierwotnie nie przewidział.

Cyfrowa odpowiedzialność

Wobec skali opisanych zjawisk trudno traktować sharenting wyłącznie jako niewinną praktykę dzielenia się codziennością czy element życia rodzinnego przeniesiony do przestrzeni cyfrowej. Publikowane treści, nawet jeśli powstają w dobrej wierze, trafiają dziś do środowiska, które działa w sposób trwały i nieprzewidywalny. Raz udostępnione materiały mogą być kopiowane, przetwarzane, analizowane i wykorzystywane w różnych kontekstach - od kradzieży tożsamości, przez manipulacje wizerunkiem, po cyberprzemoc i profilowanie oparte na danych. W tym sensie sharenting staje się nie tylko formą dokumentowania życia dziecka, ale również procesem tworzenia cyfrowego śladu, który może funkcjonować niezależnie od czasu, intencji i kontroli osób publikujących. Dlatego kluczowa jest świadomość, że każda taka obecność zostawia trwały zapis, który niesie za sobą konkretne zagrożenia.